Wierzycie w cuda? Ja wierzę i co raz częściej przekonuję się na własnej skórze, że czasem dzieją się rzeczy niewytłumaczalne i nawet nie próbuję tego wyjaśniać – dlaczego tak się stało. Nie wszystko jednak wymaga tego cudu, choćby nie wiem jak ciężko wyglądała sytuacja i jak beznadziejna byłaby wizja dojścia do celu.
Weźmy taki przykład z mojego życia wzięty. Szkoła średnia była dla mnie koszmarem, w szczególności język niemiecki wykładany przez wychowawczynię. Pani mgr bardzo przysłużyła się do tego, aby nasza klasa była przez te cztery lata nauki niezgrana. Bojąc się iść na sprawdzian z niemieckiego, musiałam posłużyć się ułańską fantazją aby moja mama uwierzyła w rzekomą chorobę. Wymyśliłam sobie ból brzucha, dosyć skuteczna taktyka, bowiem na drugi dzień poszłam z mamą do lekarza. Wszystko tak szybko się potoczyło, że nawet nie miałam czasu przyznać się do owej symulacji choroby. Najpierw badanie krwi, potem wizyta u chirurga a nim się obejrzałam już leżałam na stole operacyjnym. Nie bardzo dochodziło do mnie dlaczego tak szybko, jedna myśl tylko kołatała w mojej głowie – przyznać się, czy może przemilczeć skoro właśnie pielęgniarka anestezjologiczna prosi abym policzyła do dziesięciu. W tym samym dniu leżałam już na sali pooperacyjnej i błagałam o jakiś środek przeciwbólowy. Nie wiem czy kiedykolwiek doba była dla mnie taki długa jak tamtego dnia. Podczas obchodu w dniu następnym, lekarz – ordynator poinformował mnie co było przyczyną tak szybkiej reakcji. Spokojnym głosem oznajmił, że uciekłam grabarzowi spod łopaty (dosłownie) i że rozlał mi się wyrostek robaczkowy z początkami zapalenia otrzewnej. Nie obyło się również od reprymendy, dlaczego wcześniej nie zgłaszałam bólu żołądka, nie wyglądałoby to tak dramatycznie i skończyłoby się na zwykłym zabiegu.
Czytaj dalej »
