11

Poniedziałek, leje deszcz, jutro kończę 29 lat, za miesiąc egzamin uprawniający do wykonywania zawodu masażysty, dużo nauki, stres i ogólnie nieszczególnie. Dzisiaj jestem na nie w każdej dziedzinie życiowej. Narzekam, marudzę, wszystko mnie nudzi i irytuje. Jednakże nie chcąc zrazić kompletnie wszystkich do siebie, uprzejmie informuję przed podjęciem z kimkolwiek rozmowy, żeby na wszelki wypadek nie podchodził do mnie na odległość bliższą niż 150 cm. W celach konsumpcyjnych udałam się do sklepu, gdzie na mojej drodze stanęła znajoma z iście podobnym nastroju. Zaglądam mimochodem do jej koszyka a tam same dietetyczne rzeczy. Najwięcej otrębów, zielonej sałaty i pieczywo niskokaloryczne, na którym kiedyś ułamałam zęba. Pokaż mi swój koszyk a powiem ci kim jesteś – pomyślałam. Bezbłędnie odgadłam w czym tkwi przyczyna wilczego nastroju mojej znajomej… wilczy apetyt. Od miesiąca Marta odżywia się zdrowo, aż za zdrowo. Organizm krzyczy z rozpaczy i wycieńczenia, z drugiej strony krzyczy na nią dietetyczka, która w życiu nie była otyłą osobą i psychikę takiego człowieka zna tylko z książek. Zakodowała Marcie jedno zdanie, które powtarza jak Mantrę: musisz schudnąć, musisz schudnąć, musisz schudnąć. Waga nie drgnęła więcej niż 3 kg od miesiąca a cała jej rodzina przeklina drakońską dietę Marty. Wczoraj to ona kończyła 29 lat i nawet pół lampki czerwonego wina nie było jej dane skosztować. Jak to, pytam oburzona? Wino w takich ilościach pomaga a nie szkodzi! Dlaczego ja sama potrafiłam słuchać swojego organizmu, dopasowywać do jego potrzeb swój jadłospis i schudnąć bezstresowo tyle kilogramów? Być może zrażę do siebie w tej chwili wielu dietetyków albo ludzi, którym oni pomogli, ale dieta nie polega na totalnej ascezie jakby mogło się wydawać patrząc na restrykcje i jadłospis. W moim przypadku dieta ustalona przez dietetyka doprowadziła do rozstroju hormonalnego a może nawet do depresji. Znam także przypadki, gdzie kwestie finansowe uniemożliwiały takie odżywianie jakby tego sobie życzył wyżej wymieniony fachowiec.

Pierwsza moja zasada to jedzenie regularnie 5 razy dziennie, druga zasada to słuchanie swojego organizmu. Z doświadczenia wiem, że biały chleb i ziemniaki gotowane powodowały uczucie wzdęcia, pełności. Zminimalizowałam racje dzienne, czasami nawet wyeliminowałam – w ten sposób nie było już tego problemu. Trzecia zasada to dużo pić wody a czwarta najważniejsza – zaprzyjaźnić się z wysiłkiem fizycznym. Nigdy nie odmawiałam sobie zjedzenia czegoś słodkiego, jeżeli wiedziałam, że potrzebuję tego w danej chwili. Nic nie musiałam, chciałam i powtarzałam sobie stale, że niczego nie mam zabronione a wszystko co w danej chwili nie jem – jest na wyciągnięcie ręki. Nie jem produktów light, ponieważ różnice kaloryczne pomiędzy pełnowartościowymi produktami są bardzo małe, natomiast różnice smakowe ewidentnie nie przemawiają do mnie za light. Nie dajmy się całkowicie zwariować dietom, bo im waga szybciej spadnie, tym jeszcze szybciej te kilogramy powrócą. Człowiek głodny jest zły i się nie uśmiecha, tak samo jak człowiek przejedzony nie ma siły się uśmiechać. Racjonalność i zdrowy rozsądek a sami zobaczycie, że kilogramy będą same uciekały.

Tak wyglądałam 40 kg temu:

Tak wyglądam teraz: 


Odpowiedzi: 11 do wpisu “Głodny=zły”

  1. Iwona

    Jesteś dla mnie wzorem i inspiracją.

  2. Bianka

    Też schudłam sama, bez porad dietetyka i chyba naprawdę bez iście drakońskiej diety… OK, wyeliminowałam na początku pieczywo, słodycze, tłuste potrawy, ale… ale jadłam to, co było mi potrzebne. Kiedy miałam ochotę na słodycze, sięgałam po batoniki muesli, suszone owoce czy też orzechy. Zaprzyjaźniłam się z wodą mineralną i zmieniłam porcje posiłków…
    Życzę powodzenia Twojej koleżance i Tobie oczywiście też :) Podziwiam Twój sukces!!

  3. daga

    cze aga z jej strony daga, pamietasz mnie? Bylysmy na tym spotkaniu grubasow. Karina i Ania zabily sie rok temu, pamietasz je? Jedna po drugiej. Napisz co u ciebi.

  4. Lidia

    Witam Cię Agnieszko:).
    Bardzo się cieszę,że znajdują się takie blogi na internecie.Bardzo Cię podziwiam za to,ze jesteś wytrwała w tym co robisz.Nie każdy potrafi zrezygnować z dobrego i tłustego jedzenia:).Jesteś dla mnie przykładem,wzorem by dążyć do utrzymania świetnej figury,w której czujesz się tak dobrze.
    Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie:*

  5. Bartek

    Witam bardzo serdecznie:).
    Jestem pełen podziwu dla twojej osoby.Tak trzymaj Ago:).
    Pozdrawiam.

  6. Gosia

    Zgadzam się z tym, że odchudzac należy się z głową.. Wszelkie drakońskie diety zniechęcają i koniec końcem kończą się efektem jo-jo. Pięc odpowiednio dobranych przez dietetyczkę posiłów jedzonych regularnie pomaga nam zrzucic wagę. Naprawdę to działa … wypróbowałam na sobie :) A jak czasami zdarzy nam się mała wpadka w postaci cukierka czy kawałka czekolady to też nie jest koniec świata. Najważniejsza jest konsekewncja. Jak widac po autorce – “chciec to móc” pozdrawiam wszystkich odchudzających się i trzymam kciuki :-)

  7. Patrycja

    Rewelacyjne osiągniecie, jestem pod wrażeniem, wow
    Sama chciałabym schudnąć ale ciężko u mnie z samozaparciem, dyscypliną

    Pozdrawiam

  8. Barbara

    Witam Cie bardzo serdecznie:)
    Ja też schudłam,ale nie odrzucając niczego.Mogę Ci powiedzieć,że jeśli ktoś bardzo czegoś pragnie, to osiągnie.Tak trzymaj.Ładna z Ciebie dziewczyna.
    Pozdrawiam.

  9. Aga

    Do ideału jest mi bardzo daleko…. powiem szczerze, nie mam już wielkiej presji aby szybko i więcej schudnąć. Teraz czuję się dobrze i kobieco, pomimo iż wciąż jestem “dużą dziewczynką”:)

  10. Maria

    Uważam, że wiele osób powinno przeczytać Twój post. Jestem dietetykiem klinicznym, ale doskonale wiem co to znaczy zmagać się z własną figurą. Nigdy nie miałam wagi piórkowej, ale schudłam tylko i wyłącznie po wprowadzeniu prawidłowych nawyków żywieniowych i wysiłku fizycznego. Jadłam co chciałam (oczywiście w rozsądnych ilościach) i nie głodziłam się. Pozdrawiam

  11. Aga

    Mario, ja uważam że jest to najbardziej rozsądne podejście. Stosując np dietę kopenhaską zemdlałam w pracy i pogotowie zabrało mnie do szpitala. Po dietach białkowych przybywało mnie z powrotem w zastraszającym tempie. Teraz wiem, że tylko prawidłowe nawyki, picie dużej ilości wody i słuchanie swojego organizmu przynosi skutki. Ja schudłam w sumie 40 kg bez wspomagaczy farmakologicznych i waga utrzymuje się a wyuczone nawyki weszły jak to się mówi w moją krew. Wszystko zaczyna i kończy się w głowie i jeżeli tam dobrze poukładamy pewne kwestię to wszystko inne będzie działało jak w szwajcarskim zegarku. Ostatnio miałam ogromną ochotę codziennie na barszczyk czerwony i wino, nawet zrobiłam test ciążowy aby wykluczyć ciąże, okazało się, że brakuje w moim organizmie czerwonych krwinek. Organizm mój już wiedział co jest mu potrzebne i odpowiednio zareagował. Poznać swój organizm to sukces:) Pozdrawiam:) Aga


Trackbacki/Pingbacki


Zostaw komentarz