Wierzycie w cuda? Ja wierzę i co raz częściej przekonuję się na własnej skórze, że czasem dzieją się rzeczy niewytłumaczalne i nawet nie próbuję tego wyjaśniać – dlaczego tak się stało. Nie wszystko jednak wymaga tego cudu, choćby nie wiem jak ciężko wyglądała sytuacja i jak beznadziejna byłaby wizja dojścia do celu.
Weźmy taki przykład z mojego życia wzięty. Szkoła średnia była dla mnie koszmarem, w szczególności język niemiecki wykładany przez wychowawczynię. Pani mgr bardzo przysłużyła się do tego, aby nasza klasa była przez te cztery lata nauki niezgrana. Bojąc się iść na sprawdzian z niemieckiego, musiałam posłużyć się ułańską fantazją aby moja mama uwierzyła w rzekomą chorobę. Wymyśliłam sobie ból brzucha, dosyć skuteczna taktyka, bowiem na drugi dzień poszłam z mamą do lekarza. Wszystko tak szybko się potoczyło, że nawet nie miałam czasu przyznać się do owej symulacji choroby. Najpierw badanie krwi, potem wizyta u chirurga a nim się obejrzałam już leżałam na stole operacyjnym. Nie bardzo dochodziło do mnie dlaczego tak szybko, jedna myśl tylko kołatała w mojej głowie – przyznać się, czy może przemilczeć skoro właśnie pielęgniarka anestezjologiczna prosi abym policzyła do dziesięciu. W tym samym dniu leżałam już na sali pooperacyjnej i błagałam o jakiś środek przeciwbólowy. Nie wiem czy kiedykolwiek doba była dla mnie taki długa jak tamtego dnia. Podczas obchodu w dniu następnym, lekarz – ordynator poinformował mnie co było przyczyną tak szybkiej reakcji. Spokojnym głosem oznajmił, że uciekłam grabarzowi spod łopaty (dosłownie) i że rozlał mi się wyrostek robaczkowy z początkami zapalenia otrzewnej. Nie obyło się również od reprymendy, dlaczego wcześniej nie zgłaszałam bólu żołądka, nie wyglądałoby to tak dramatycznie i skończyłoby się na zwykłym zabiegu.Minęło już 13 lat, ale wciąż na samo wspomnienie tamtych chwil pojawiają mi się łzy w oczach. Dlaczego podjęłam dzisiaj temat cudu? Moja znajoma borykającą się z otyłością zapytała mnie – jakim cudem udało mi się zrzucić tyle kilogramów? Pamięta mnie jak wyglądałam 40 kg temu, potem kontakt nam się urwał i przypadkowe spotkanie na ulicy wywiązało rozmowę na temat odchudzania. Wiem, że wszelkie jej próby odchudzania kończyły się efektem jojo. Kiedy wreszcie odważyła się pójść na siłownie, trener przywitał ją tekstem „jak tak można było się zapuścić” a następnie ustawił bardzo trudny program na steperze, który miał być dopiero rozgrzewką i wstępem do ćwiczeń, które moim zdaniem bardziej rozbudowałyby ją mięśniowo niż pomogły w rzuceniu zbędnych kilogramów. Kiedy wróciła po paru dniach na siłownie, po ustąpieniu zakwasów w mięśniach, ten sam trener wcisnął jej termogeniki jako cudowne tabletki spalające tłuszcz i kazał wrócić jak ubędzie jej co najmniej 10 kg. Owe cudowne tabletki podniosły jej ciśnienie na tyle, że któregoś dnia znalazła się dziewczyna w szpitalu. Czy dziwi Was to, iż rozpatruje ubytek wagi w postaci cudu – bo mnie nie. Chciałabym stworzyć listę przyjaznych siłowni, klubów fitness, miejsc które polecacie i takie sytuacje jak opisana wyżej nie będą miały miejsca. Wiem, że na pewno takowe są i wykwalifikowana kadra pomoże, doradzi a nawet wesprze w kryzysowych momentach. Piszcie, jeżeli znacie takie miejsca.

12 May, 1:39 pm
to jest świetny pomysł, w wielu siłowniach “trenerzy” wciskają z pod lady chłopakom zwyczajne sterydy, i jak tu ich złapać na gorącym uczynku?
4 June, 6:07 pm
Lista może nawet wyszukiwarka z możliwością pozostawiania ocen przez klientów ? idea warta dłuższego zastanowienia
6 June, 12:16 pm
Zabiłabym takiego trenera!